Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Craig. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Craig. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet vs. Dziewczyna z tatuażem






źródło: www.filmweb.pl; www.lubimyczytac.pl
  
Szwedzkie kryminały. Stałam się ich wielką fanką a to wszystko dzięki Camilli Läckberg. Akurat w tym wypadku nie miałam jeszcze okazji zobaczyć ekranizacji jej książek, ale w wypadku Stiega Larssona mam porównanie. Czy zawsze jest tak, że film jest gorszy od książki? Tym razem udało mi się trafić na świetną ekranizację powieści. Choć wiele wątków nie było poruszonych to mimo wszystko mroczny klimat szwedzkiego kryminału był świetnie odtworzony a główne role aktorów były bezbłędne. Pytanie musi jednak paść – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet czy może jednak Dziewczyna z tatuażem?

Najpierw przeczytałam książkę Stiega Larssona – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Zachęcona twórczością Camilli Läckberg i zauroczona szwedzką surowością, która idealnie współgra z kryminalnymi zagadkami, sięgnęłam po trylogię Millennium. Książka dość opasła, ale nawet na moment mnie nie znudziła. Od pierwszych stron czytelnik jest wprowadzany w świat tajemniczej rodziny Vangerów. Jest to historia szwedzkiego dziennikarza Mikaela Blomkvista, który został oskarżony o zniesławienie. Otrzymuje on jednak zlecenie od magnata przemysłowego – Henryka Vangera – aby rozwikłać zagadkę zaginięcia przed 40 laty jego siostrzenicy Harriet – wtedy 16 letniej dziewczynki.
I tu, jak najbardziej film jest podobny do książki – historia jest dokładnie taka sama. Natomiast ekranizacja nakręcona przez Davida Fincher’a zaczyna się gubić już na początku, ponieważ wiele wątków, istotnych w tej zagadce, zostaje pominiętych.
Larsson idealnie przedstawił zawiłe drzewo chronologiczne tej dziwnej rodziny. Każdy z członków został zaprezentowany. Ten z członków, który jeszcze żył, miał możliwość poznania dziennikarza Millennium. Na pozór wydaje się to niepotrzebne, ale dzięki tym konwenansom, czytelnik mógł poznać nawet najskrytsze tajemnice rodziny, które z czasem były coraz bardziej mroczne.
Tego niestety zabrakło mi w filmie. Z jednej strony rozumiem, że czas na to by nie pozwolił, z drugiej jednak uważam, że na ekranie dało się zauważyć pewien chaos, który może zniechęcić widza. 
Książkę Larssona mogłabym polecić fanom Grey’a, bo pewnie niektóre sceny zainteresowałyby amatorów BDSM. A i film pewnie nie wypadł w tych scenach najgorzej.
Ale co najważniejsze, główni bohaterowie, czyli dziennikarz Mikael Blomkvist i tajemnicza, dosyć ekstrawagancka dziewczyna – Lisbeth Salander – to postaci bardzo kolorowe i różnorodne a mimo wszystko idealnie ze sobą współgrają.
Larsson podzielił swoją książkę na części. Z jednej strony poznajemy Blomkvista, jego zawiły związek, ale też niebywały talent śledczy, który jest tu najistotniejszy. Z drugiej strony przez książkę przemyka enigmatyczna postać Lisbeth – dziewczyny wykluczonej społecznie, fikuśnej, oszczędnej w słowa, ale też niesamowicie bystrej i inteligentnej.
Według mnie Fincher idealnie dopasował aktorów, osadzając w głównych rolach Daniela Craiga i Rooney Mara. Craig, który jednocześnie świetnie odnajduje się w roli kobieciarza, ale też bardzo szarmanckiego i momentami powściągliwego mężczyzny, spełnił moje oczekiwania co do wizji Mikaela. Nie wyobrażam sobie innego aktora w tej roli. Natomiast co do odtwórczyni roli Lisbeth to spotkałam się z przeróżnymi i dość skrajnymi opiniami. Osobiście uważam, że Mara idealnie odzwierciedliła mroczną duszę Lisbeth, jej skrycie, brak zaufania i dziwaczność.
Powieść oczywiście wprowadza czytelników w mroczny, szwedzki świat, gdzie aż się prosi o ofiary. Film dotrzymywał kroku książce. Dawno nie widziałam tak dobrego kryminału, który trzymał mnie w napięciu, choć znałam finał.

Moja ocena, zarówno dla książki, jak i dla filmu to 9/10

niedziela, 28 czerwca 2015

Bond save the Queen





 źródło: www.filmweb.pl

Bond. James Bond. Od lat niezmordowanie broni Wielkiej Brytanii przed złoczyńcami. Przystojny, elegancki, zwinny, gadżeciarz, kobieciarz, który niczego się nie boi. Od lat widzowie mogą podziwiać kolejne nowe wcielenia agenta 007. Ilu ich już było? 6 twarzy najpopularniejszego tajnego agenta na świecie – Sean Connery, George Lazenby, Roger Moore, Timothy Dalton, Pierce Brosnan i ostatecznie Daniel Craig. I na tym historia się nie kończy, bo już usłyszeć można plotki o kolejnym wcieleniu Bonda. Póki co chcę skupić się na tym ostatnim, którego to podziwiać można w hicie Skyfall.
            Przyznaję, raczej bez wstydu, że nie należę do fanek Bonda. Jakoś tak nigdy mnie nie ruszały jego przygody, nie rozumiałam tego wszechobecnego zachwytu nad kolejną częścią.
Za każdym razem, kiedy miała na ekrany kin wyjść następna część, świat szalał, wielkie hity muzyczne były puszczane na okrągło w telewizji i radio. 3 lata temu byliśmy świadkami oczekiwania piosenki tytułowej w wykonaniu Adele a ludzie mniej lub bardziej szaleli, kiedy Daniel Craig pojawił się na wielkim ekranie. Skyfall, bo dziś o tym będzie post, niewątpliwie mnie zaintrygował. Nie mogłam się doprosić męża, żebyśmy razem zobaczyli film
i ostatecznie sama postanowiłam obejrzeć przygody ulubieńca publiczności. Moje zainteresowanie wynikało raczej z sympatii do odtwórcy głównej roli, więc nie pozostało mi nic innego, jak zasiąść wygodnie i obejrzeć poczynania agenta 007.
            Tym razem lojalność agenta 007 wobec M została wystawiona na próbę, kiedy
z siedziby MI6 został wykradziony dysk z danymi. Bond będzie musiał wytropić i załapać tajemniczego przestępcę.
Reżyser Sam Mendes pierwszy raz miał okazję nakręcić film akcji i pokazać światu swoją wizję. Do tej pory nienaganny agent, wielbiony przez tłumy kobiet, upada. Od początku filmu widzowie nie mają możliwości odpocząć – widowiskowe pościgi, strzelaniny, niepewność co do właściwego wyboru uderzają od pierwszych minut filmu. I nagle widzowie widzą upadek głównego bohatera – fizyczny i psychiczny. Wszak Bond nie jest maszyną i nawet on może mieć gorszą kondycję. Jest bardziej ludzki? Wizja działań bohatera jest bardziej realna? O ile w ogóle sceny z filmu mogą być realne, o tyle tym razem faktycznie zauważyć można pierwiastek naturalności, pokazania ułomności człowieka i jego słabości. Ale kimże byłby Bond, gdyby nie sprostał tym wszystkim przeciwnościom losu? Oczywiste jest, że musiał wziąć się w garść i pomóc swojej ojczyźnie obronić się przed złoczyńcą.
Nie mam możliwości porównania sylwetki samego agenta do jego poprzedników. Mnie Craig urzekł swoim wdziękiem. Przecież go ma całkiem sporo, prawda? Umięśniony, wysportowany, elegancki, męski, przystojny, inteligentny. Nie jest twardzielem, no, może nie do końca. Według mnie pasuje idealnie do tej roli. Jest świetnie wpasowany do dzisiejszych czasów, do obrazu współczesnego super bohatera.
Jednak Skyfall to nie tylko Bond, rzecz jasna. Przecież chodzi tu o złapanie złoczyńcy. W rolę czarnego charakteru – Raoula Silvę – wcielił się genialny Javier Bardem. Wlał kroplę elegancji i szaleństwa w swojego bohatera, co dało znakomite połączenie.
I ostatecznie czymże byłaby seria o Bondzie bez jego świty? W roli M widzimy Judi Dench. Jako Q – gadżeciarza – mamy możliwość oglądać Bena Whishawa i wisienka na torcie, jak dla mnie. W Skyfall pojawił się genialny Ralph Fiennes, który na pewno gościć będzie
w kolejnej części.
Obsada więc całkiem, całkiem, widowiskowo też niczego sobie. Przyznam szczerze – dawno nie miałam takiej rozrywki podczas filmu. Jestem zadowolona, zobaczę poprzednie części bez wątpienia a i na kolejną chciałabym się wybrać do kina. Tylko czy mąż równie chętnie będzie mi towarzyszyć?

Moja ocena: 7/10